Syndrom gotowanej żaby

Syndrom gotowanej żaby - Artykuł - Magda Walczak BLOG

Syndrom

 

Słyszałeś o syndromie gotowanej żaby? (Swoją drogą mam nadzieję, że to jedynie rozważania teoretyczne i nikt nie sprawdzał tego zjawiska na żabie.) Chodzi o to, że podobno jeśli chce się ugotować żabę, to należy wrzucić ją do chłodnej lub jedynie lekko ciepłej wody i dopiero bardzo powoli podnosić temperaturę. Bo żaba wrzucona do wrzątku, natychmiast z niego wyskoczy. Żaba wrzucona do ledwo ciepłej wody, która się powoli podgrzewa, będzie spokojnie w niej siedziała. Najpierw będzie zadowolona, bo będzie jej coraz cieplej, potem będzie coraz mniej zadowolona, bo zacznie się robić już za ciepło, ale nie spowoduje to u niej jeszcze żadnego niepokoju. A gdy woda będzie już na tyle gorąca, że będzie chciała wyskoczyć, to będzie już tak osłabiona gorącem i tym powolnym gotowaniem, że nie będzie miała siły wyskoczyć.

 

Nas to też dotyczy

 

No zupełnie okropny przykład, ale jednak bardzo trafny, aby opisać zjawisko, które dotyczy również nas ludzi. Nie zauważamy niewielkich zmian otoczenia. Nie zauważamy i nie przykładamy do nich wagi. I generalnie to dobrze, bo nadmierne reakcje na byle drobiazg niczego dobrego nie wniosą. Ale jeśli te drobne zmiany idą coraz dalej i dalej, ale w określonym kierunku, a każda z nich jest niewielka i drobna, to często nie zauważamy, że w sumie ogólnie dzieje się coś niedobrego. I po jakimś czasie zastanawiamy się, ze zdziwieniem, co się właściwie stało – z relacją, naszym zdrowiem, czy sytuacją w pracy. Niby nic dramatycznego nie wydarzyło się w międzyczasie, a jest zupełnie inaczej niż było, to co się właściwie stało?  A stał się właśnie: „syndrom gotowanej żaby”. Nie braliśmy pod uwagę drobnych kolejnych zmian, a nie braliśmy ich pod uwagę właśnie dlatego, że były takie drobne. I ich zwyczajnie nie zauważaliśmy.

 

Relacje i życie

 

To jest częste zjawisko też w relacjach przemocowych. Najpierw tylko krzyk w zdenerwowaniu. Potem głośniejszy. Potem zbity talerz. A potem już dwa. Potem jeden szew, a potem już dwa. I szpital. A gdy już wiadomo, że jest nie tak jak powinno być, to brak sił, żeby z tego układu się wyrwać.

Ale syndrom nie musi objawiać się tak dramatyczne, jak w relacji przemocowej. To mogą być zwykłe codzienne zmiany. Dziś troszkę mniej rozmawiamy, bo wracamy zmęczeni z pracy. Jutro rozmawiamy jeszcze trochę mniej. Potem zaczynamy rozmawiać głównie o tym co trzeba załatwić, a potem rozmawiamy już tylko o tym. I w końcu coraz częściej wspólnie oglądamy telewizję, ale już nie rozmawiamy w ogóle. I tak się dzień po dniu kręci. I po latach zastanawiamy się co się stało.

Albo przestajemy robić rzeczy, które lubiliśmy robić. Przestajemy wychodzić z domu. Przestajemy o siebie dbać. Przestajemy dbać o otoczenie wokół nas. Może najpierw troszkę mniej, potem jeszcze troszeczkę mniej i jeszcze ciut mniej. I wreszcie orientujemy się, że dużo się zmieniło, a my nie wiemy kiedy i jak. To jest właśnie syndrom gotowanej żaby.

 

Co z tym zrobić?

 

Żeby choć trochę go zneutralizować, warto od czasu do czasu, i lepiej częściej niż rzadziej, robić sobie audyt życia. Ocenić co byśmy chcieli w nim mieć i co aktualnie jest. I przyjrzeć się, czy jakiś czas temu sprawy wyglądały lepiej czy gorzej. A jeśli lepiej, to zastanowić się co się właściwie zmieniło i jak możemy znów wrócić do stanu poprzedniego. I wracać krok po kroku.

 

 

Syndrom gotowanej żaby - Artykuł - Magda Walczak BLOG

 

 

 

O programie Magda Walczak

Coach, manager, trener biznesu, pasjonatka rozwoju osobistego i miłośniczka pisania :)

A co Ty o tym myślisz?