Sen

Sen :) Fikcja literacka by Magda Walczak. Magda Walczak Blog

Jest takie ćwiczenie literackie, aby wymyślić ciąg dalszy swojego snu. 

Śniło mi się kiedyś, że wyglądam przez okno kamienicy i widzę spadające bomby. Na podłodze w tym samym pomieszczeniu, siedzi kilka osób i próbują wymyślić, co w tej sytuacji możemy zrobić. Nie jestem bardzo przejęta tematem, spokojnie patrzę przez okno. W pewnym momencie jedna z bomb leci dokładnie na nas, wychylam się, żeby się upewnić czy mam rację. Mam, trafia dokładnie w nas. 

—-;;—-

  • Słuchajcie – mówię do siedzących na podłodze – właśnie w nas trafiło i już nie żyjemy, można się przestać przejmować. – I zeskakuję z parapetu.
  • Magda nie wygłupiaj się, to nie pora na żarty.
  • Nie wygłupiam się. Naprawdę uderzyła. Widziałam. Dokładnie w nasz dach.
  • I nic się nie rozpadło? Tak dalej tu siedzimy?
  • Może nie siedzimy, tylko nam się tak wydaje.
  • Moi drodzy, jeżeli nie żyjemy, to jest to poważna sprawa – włączył się Kacper. Jak zwykle formalny. – Podjedźmy do tego konstruktywnie. Czy ktoś może wie jak można stwierdzić czy się żyje?
  • Sprawdzić puls, baranie – zdenerwował się Maciek.
  • No, panowie tylko bez epitetów, bardzo proszę – Marta włączyła się do dyskusji. – Nawet śmierć nie usprawiedliwia braku kultury wypowiedzi.
  • Zaraz kultury. Ty to się zawsze czepiasz!
  • Cisza! Czy wy zawsze musicie się kłócić? Mamy teraz inne sprawy na głowie, Na przykład to, żeby stwierdzić czy żyjemy.
  • No przecież mówię, żeby sprawdzić puls! Proszę to mój. – Maciek objął palcami nadgarstek.
  • I jest?
  • Nie ma.
  • No to nie żyjemy.
  • Zaraz, zaraz kochani, nie wyciągajmy pochopnych wniosków. – Kacper jak zwykle wszedł w rolę kierownika. – Może źle sprawdzasz. Daj ja sprawdzę. Tętnica szyjna jest znacznie bardziej wiarygodna. – Kacper mocno objął dłońmi Maćkową szyję.
  • Udusisz mnie, baranie!
  • A ten znowu! – oburzyła się Marta.
  • A ona znowu! – wycharczał Maciek pod mocnym uściskiem Kacpra.
  • Zamknijcie się obydwoje, No i jest ten puls? – Podeszłam do Maćka.
  • Nie ma. – Kacper puścił Maćka, który natychmiast zaczął rozcierać szyję. – Ale jest jeszcze tętnica udowa.
  • Niedoczekanie! – Maciek gwałtownie się odsunął. – Po śmierci czy nie, żaden facet nie będzie mnie po udzie macał!
  • To sam sprawdź. Jest?
  • Nie ma. – Maciek cofnął rękę od uda.
  • A reszta?
  • U mnie nie ma.
  • U mnie też nie ma.
  • I u mnie też nie.
  • To proszę państwa, wniosek wydaje się w tej sytuacji jednoznaczny. – Kacper nawet po śmierci był kierownikiem. – Nie żyjemy. I co teraz?

Zapadła cisza.

  • No nie wiem – powiedziała niepewnie Marta – zawsze żyłam. Nie wiem, co się robi jak się nie żyje.
  • Kto z was jest wierzący? W życie po śmierci, mam na myśli.
  • Ja byłem – Maciek podniósł rękę – w dzieciństwie, to trochę dawno i niewiele pamiętam.
  • To jakie później było twoje życie duchowe? Wstydziłbyś się. – Kacper nie krył niezadowolenia.
  • A twoje…
  • Tylko bez baranie!
  • Uspokójcie się! Ja trochę pamiętam. Po śmierci idzie się do nieba. No chyba, że ktoś nie zasłużył – dodałam po namyśle – to wtedy się nie idzie.
  • I wtedy co?
  • Wtedy się idzie do piekła i tam jest gorąco. Albo do czyśćca. Nie wiem jak tam jest, ale zawsze myślałam, że to taka duża pralka, gdzie wiecie, najpierw wiruje, a potem wszystko wychodzi czyste.
  • To ja nie chcę do czyśćca – zdecydowała Marta. – Nie podoba mi się pralka. Ale lubię jak jest ciepło. Ciepłe plaże i tak dalej – rozmarzyła się. – To może wybierzemy piekło?
  • W piekle smażą cię w smole!
  • A jednak coś pamiętasz?
  • Tyle mi zostało – potwierdził Maciek.
  • W smole nie chcę, w pralce też nie chcę, to zostaje tylko niebo.
  • A ja do nieba nie chcę! – powiedziałam stanowczo.
  • A to dlaczego? Siedzisz tam sobie na chmurce, aniołki na trąbach grają, psalmy śpiewają. I nic nie robisz.
  • To sam se siedź cały dzień na chmurce! Wiesz jak to źle robi na kręgosłup, jak nie ma dobrego podparcia pod siedzącą część ciała? A poza tym, całą wieczność słuchać trąb?! Chybabym umarła!
  • I tak już nie żyjesz.
  • No to bym umarła drugi raz. Albo bym umarła parę razy. Nie znoszę trąb! Ani słuchania śpiewów! Jak byłam dzieckiem, to taka Kowalska z parteru tak strasznie fałszowała, a zawsze stawała obok mnie. A swoją drogą nigdy nie rozumiałam, dlaczego ci, który najbardziej fałszują, najgłośniej śpiewają.
  • Może są głusi.
  • Może, a ja przez to, stałam się prawie też. I śpiewom i trąbom przez całą wieczność, mówię stanowcze NIE.
  • To dokąd idziemy?
  • Na razie wygląda na to, że i tak nas nigdzie nie chcą. Czy to nie powinno być tak, że jakiś anioł przychodzi i mówi: Synu mój…
  • Albo córko, nie bądź męskim szowinistą.
  • -… albo córko, chmura dla cię jest gotowa, wstąp w progi nieba mego, albo jakoś tak?
  • Czy oni zawsze tak dziwnie mówią, bo to chyba jakoś nie po polsku?
  • A skąd mam wiedzieć jak mówią? – Wzruszył ramionami Kacper. – Pierwszy raz umarłem. Improwizuję.
  • No dobra, ale po nas nikt nie przyszedł. Z piekła też nie, ani znikąd. To, co robimy

Zapadła cisza.

  • To może tu zostaniemy. – Marta rozejrzała się po pokoju. – Miejsca dużo.
  • I będziesz tak siedziała na podłodze całą wieczność?
  • Możesz wstać nikt ci nie zabrania.
  • I będę tak stał całą wieczność?
  • Potem możesz znów usiąść.
  • I tak padnij powstań?
  • A ci znowu zaczynają!
  • Proszę państwa, w ten sposób do niczego nie dojdziemy. – Kacper próbował zapanować nad sytuacją. – Należy wyciągnąć konstruktywne wnioski. A dokąd chcielibyście trafić po tej śmierci? Jeżeli ma się cel w życiu, to dopiero wtedy można go zrealizować.
  • W życiu może tak, ale czy to się też stosuje do ‘po życiu’?
  • Nie wiem proszę państwa, ale należy korzystać ze znanych procedur, potem możemy je zmodyfikować pod wpływem fluktuacji okoliczności.
  • ‘Fluktuacji’, ‘procedur’, jak mam słuchać tego przez całą wieczność, to już wolę trąby.
  • Posłuchasz na chmurach Kowalskiej, to zatęsknisz za Kacprem.
  • Nigdy.
  • Założymy się?
  • Dawaj. – Maciek wyciągnął rękę. – O co?
  • Przestańcie. Na razie i tak nas nigdzie nie chcą. W niebie też nie i musimy liczyć na siebie. To dokąd chcielibyście pójść, jeśli moglibyście wybrać? No, co wam szkodzi powiedzieć?
  • Australia – rozmarzyłam się – zawsze chciałam zobaczyć kangury.
  • A Maciek? – Kacper pilnował kolejki wypowiedzi.
  • Bar na Chmielnej.
  • Bar? – Marta nie kryła oburzenia. – Chciałbyś spędzić wieczność w barze?
  • No, a co? Wiesz, jakie tam piwko i goloneczka? Palce lizać – cmoknął z zadowoleniem. – A ta Zośka, co stoi przy barze, to ma takie.. – Tu pokazał dłońmi coś, co imitowało dwie duże piłki umieszczone na wysokości klatki piersiowej Maćka.
  • No wiesz! Myślałam, że jesteś bardziej poważny. – Marta odwróciła się z oburzeniem.

Nagle usłyszeliśmy trzepot skrzydeł.

  • Cholera, anioł! – wrzasnął Maciek. – Przyszli po nas. Wiejemy!

I uciekliśmy.

Czy wybrać na wieczność bar na Chmielnej czy Australię, a może jeszcze coś innego, będziemy się zastanawiać jak zgubimy pościg.

 

 

O programie Magda Walczak

Coach, manager, trener biznesu, pasjonatka rozwoju osobistego i miłośniczka pisania :)

A co Ty o tym myślisz?