Kramer vis Penn czyli historia wielu żyć

Kramer vis Pen czyli historia wielu żyć - Trudne tematy, Magda Walczak Blog

 

Z cyklu Ważne Tematy – Historia. Procesy czarownic – temat bardzo mi bliski, zarówno jako kobiecie jak i człowiekowi. Wielkie okrucieństwo w imię idei. A może idea nie miała z tym nic wspólnego? Poniżej historia o tym, jak można być człowiekiem także w najbardziej okrutnych czasach – pamięci Williama Penna i tysięcy „czarownic”.

—-,,—-

Był rok 1487, gdy po raz pierwszy opublikowano traktat Malleus Maleficarum,  czyli Młot na czarownice.

 

Młot na czarownice - Trudne tematy. Magda Walczak Blog

Okładka traktatu Malleus Maleficarum z siódmego wydania z 1520 roku.

 

Ta właśnie książka przyczyniła się do śmierci tysięcy kobiet, torturowanych, palonych na stosach, topionych. Nie wiadomo ile ich dokładnie uśmiercono, wiadomo, że bardzo wiele. Los każdej z nich to oddzielna tragedia, a losy ich wszystkich tworzą historię przerażającego okrucieństwa i bezwzględności. Historię „polowań na czarownice”.

Mogło się nie wydarzyć? Mogło. Ale się wydarzyło.

W 1430 roku w Schlettstadt na terenie Królestwa niemieckiego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, urodził się Heinrich Kramer. W wieku 15 lat wstąpił do zakonu dominikanów. Mimo konfliktów ze współbraćmi jego kariera zakonna kwitła, został doktorem teologii i inkwizytorem i chętnie angażował się w dzieło walki z szatanem i heretykami. Głosił kazania przeciwko Husytom, brał udział w procesie Żydów w Trydencie, wytoczył proces o herezję kanonikowi z Augsburga, a jego kazania były tak zaangażowane, że wywołały nawet zarzut obrazy cesarza. Heinrich Kramer w gorliwości swojej nie cofał się przed niczym, a szczególnie mocno nienawidził czarownic.

Wierzył, że są złe kobiety, które kontaktują się z szatanem i szerzą na  świecie zło. Ich niszczenie stało się misją jego życia. A jako inkwizytor miał w tym zakresie spore możliwości.

Z zapałem przewodniczył procesom o czary i skazywał kobiety na śmierć. Przeciwko jego okrucieństwu, a może nawet i szaleństwu, protestowali nie tylko świeccy, ale i przedstawiciele kościoła. Miejscowy biskup miał w końcu Kramera dość i wydał mu nakaz opuszczenia miasta. Pilny inkwizytor, pozbawiony ulubionego zajęcia jakim było skazywanie czarownic, przelał swoją obsesję na papier. I tak powstał Malleus Maleficarum, czyli traktat Młot na czarownice.

Młot stał się podręcznikiem inkwizytorów, podręcznikiem często i chętnie używanym. To dzięki niemu inkwizytorzy wiedzieli jak szukać czarownic, po czym je rozpoznawać, jak torturować i jak zabijać. Książka cieszyła się tak wielkim powodzeniem, że w latach 1487 – 1520 była wydana trzynaście razy, a w latach 1574-1669 kolejne szesnaście.

I kobiety umierały męczone i palone na stosach, a wszystko zgodnie z podręcznikiem. A umierały, bo ktoś widział w nich zło.

Kramer do końca życia nienawidził czarownic, a każdego, kto kwestionował jego przekonania, oskarżał o herezję. Z dumą twierdził, że osobiście skazał na śmierć prawie 200 kobiet. A jak skończył sam Kramer? Względnie wygodnie. Skonfliktowany z własnym zakonem, oskarżany o coraz to nowe wykroczenia, wyjechał na Morawy, gdzie z nadania papieża został inkwizytorem i papieskim nuncjuszem. W 1505 roku zmarł w Ołomuńcu.

Miał obsesje? Na pewno. I wielu jego naśladowców zapewne też.

Ale zastanawialiście się kiedyś dlaczego inkwizytorzy widzieli zło głównie w kobietach? To kobiety stanowiły 80-90 procent skazanych za czary. Dlaczego to kobiety, w oczach bogobojnych i żyjących w celibacie mnichów miały kontakty z szatanem? Zastanawialiście się kiedyś na tym? Co oni mieli do kobiet?

A jak to tłumaczył Kramer? Z jego traktatu wynika, że kobiety z powodu słabszej natury i pośledniego intelektu są z bardziej podatne na pokusy szatana. No cóż, panie inkwizytorze wszystko można uzasadnić, prawda?

Tyle, że w obsesji inkwizytorów, jest pewna ciekawostka niepasująca do religijnego obrazka jaki malowali, mianowicie to, ile uwagi poświęcali seksualnym praktykom, jakim, według nich, czarownice oddawały się z diabłem. Na torturach, kobiety były bardzo szczegółowo wypytywane o te właśnie kwestie. Jak, co i kiedy i ile razy. Dlaczego inkwizytorów szczególnie mocno interesowało, co czarownice robiły seksualnie z szatanem i skąd wzięli ten pomysł, że cokolwiek?

Bo może nie całkiem chodziło o czary. Może opisy tych najdziwniejszych historii, a torturowane kobiety były wtedy gotowe potwierdzić wszystko, to była po prostu jedyna dostępna, dla żyjących w celibacie panów inkwizytorów, forma pornografii. Takie szczegółowe opisy spotkań czarownic z szatanem, które do tego można było legalnie studiować, bo przecież w zbożnych celach. To jak to było, panie inkwizytorze? Bo jeżeli właśnie tak, to całkiem nieźle panowie to sobie wymyślili. Tylko cena, jaką kobiety płaciły za wasze problemy, była bardzo wysoka. Najwyższa. Może lepiej byłoby po prostu znaleźć sobie żonę?

A co się działo z kobietami, na które padło niechętne oko pełnego cnót mnicha albo nieprzychylnego sąsiada? Umierały. Zabierane z domów, od mężów i dzieci, przerażone i torturowane, kończyły na stosach. Oskarżona o czary, nie miała praktycznie żadnych szans, albo bardzo niewielkie. Podobno część procesów kończyła się uniewinnieniem i ‚tylko’ torturami (chociaż trudno tu użyć słowa‘tylko’) ale i tak większość oskarżonych traciła życie. A traciła je dlatego, że była kobietą, a ktoś powiedział, że była czarownicą. I nawet nie było ważne kto tak powiedział. I nie tylko umierały, ale umierały w męczarniach. W męczarniach opisanych w Malleus Maleficarum, podręczniku dla inkwizytorów.

„Młot na czarownice” składa się z 3-ch części. Pierwsza udowadnia istnienie magii, druga opisuje jej formy, a trzecia precyzyjnie radzi, jak wykrywać, sądzić i eliminować wiedźmy.

Kramer stawia się w roli specjalisty od czarów. Wie, które z ‘czarów’ opisywanych na torturach przez kobiety, były prawdziwe, a które tylko takie im się wydawały. Burze z piorunami kobiety wywoływały naprawdę, ale to, że się przemieniały w zwierzęta, to już tylko omamy, jakie diabeł na nie zesłał. Skąd pan wiedział panie inkwizytorze, co było prawdziwe, a co nie? Czarował pan? Ale Kramer nie miał wątpliwości. Tak to jest z fanatykami.

Pomysły Kramera na temat zaklęć, mogłyby wzbudzać politowanie, gdyby nie było trzeciej części traktatu, bo tej już nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Trzecia część jest o tym, jak wykrywać, sądzić i eliminować wiedźmy. Ta część to podręcznik tortur, bardzo brutalny i powszechnie stosowany.

Z umieszczonych w nimi instrukcji wynika, że plotka była zupełnie wystarczająca do oskarżenia, a jeśli oskarżona się broniła, to było tylko dowodem wpływu na nią diabła. Ciekawe, czego było w takim razie dowodem, jeśli się nie broniła? Też winna, ale chociaż pokorna?

Kolejna instrukcja mówiła, że kobiecie należy obiecać darowanie życia pod warunkiem, że oskarży o czary inne kobiety. Ładnie prawda? I nie należy jej mówić, jak to darowane życie będzie wyglądało (do końca życia w więzieniu o chlebie i wodzie), bo jeśli nie będzie tego wiedziała, to wtedy będzie bardziej skłonna do mówienia. Ale przecież to tylko czarownica, wszystkie chwyty dozwolone.

A jeżeli kobieta nadal wykazywałaby upór i nie przyznawała się do winy, to należało dokładnie jej opowiedzieć, co ją spotka w trakcie „procesu”. Czyli jakie tortury.

A jeżeli ani groźby ani obietnice, nie skłoniłyby jej do powiedzenia „prawdy” – a prawda oznaczała przyznanie, że jest czarownicą, to należało przejść do kolejnego punktu czyli pokazać narzędzia tortur.

A jeżeli i to nie pomogło, to ich użyć.

Kramer opisuje całą procedurę szczegółowo, w końcu to podręcznik.

Jeżeli kobieta przyznała się, to była winna, Jeżeli się nie przyznała, to znaczyło, że kłamie. Jeżeli przetrwała tortury, to szatan jej pomagał, jeżeli nie przetrwała, to może była niewinna, ale jednocześnie była martwa. To jaką szansę miały oskarżone?

Niektóre umierały podczas tortur, a te, które je przeżyły płonęły na stosach.

W Europie w ten sposób straciło życie ponad 30 tysięcy kobiet. Zjawisko przybrało tak masowe rozmiary, że określono je mianem polowań. Czarownice nie ‘zdarzały się’, od czasu do czasu, na nie polowano masowo i setkami. Przez wiele lat.

W Polsce, ostatni zbiorowy proces czarownic miał miejsce w 1775 roku w Doruchowie. Oskarżono wtedy 14 kobiet, 3 zmarły podczas tortur reszta spłonęła na stosie. Rok później konstytucja sejmowa, zakazała stosowania tortur, uznając je ‘za zawodny środek dowodowy” i jednocześnie zakazała wydawania wyroków śmierci w procesach o czary. To zamknęło Polską historię procesów czarownic.

W Anglii ostatnia oficjalna egzekucja czarownicy miała miejsce w 1648 roku, we Francji w 1745 roku, a w Niemczech w 1775.

Za ostatnią spaloną w Europie czarownicę uważa się Annę Goldi, która spłonęła na stosie w 1782 roku w Szwajcarii.

W Wielkiej Brytanii czary przestały być przestępstwem dopiero w 1951 roku.

A mogło być inaczej? Mogło.

 

William Pen i mlot na czarownice - Trudne tematy Magda Walczak Blog

William Penn

W 1644 roku w Londynie urodził się William Penn. Syn zamożnego oficera marynarki i od zawsze buntownik, któremu szczególnie bliskie były idee swobody religijnej. Za sprzeciw przeciwko, nałożonemu na wszystkich studentów Oxfordu, obowiązkowi przynależności do kościoła anglikańskiego, został wyrzucony z uczelni.

Podczas wizyty w Irlandii, przyjął za własne, przekonania nowo powstałego odłamu angielskiego purytanizmu, którego członków określano mianem kwakrów. Prześladowany w kolejnych latach wraz ze swoimi współwyznawcami za nieprawomyślne poglądy, marzył o stworzeniu miejsca, gdzie każdy będzie mógł wyznawać własną wiarę bez przeszkód i obawy. I taka możliwość w końcu się nadarzyła.

Król Anglii był winien rodzinie Penn sporą sumę i jako rozliczenie długu zgodził się na propozycję William’a, aby dokonać spłaty nieskolonizowanymi jeszcze ziemiami w Ameryce. I tak Wiliam dostał wymarzoną szansę. Szansę na życie bez prześladowań i strachu. Zebrał chętnych do osiedlenia się w Ameryce i wyruszył za ocean. Po latach, ta ziemia nazywana będzie od nazwiska Penn – Pensylwanią

Jednak nawet tam, wśród teoretycznie pokojowo nastawionych do świata kwakrów, pojawił się temat czarów. W 1684 roku dwie kobiety zostały oskarżone o zaczarowanie krów, bo to przez ich zaklęcia krowy sąsiadów zaczęły dawać mało mleka. Według ówczesnego brytyjskiego prawa karą za czary była śmierć, toteż musiał rozpocząć się proces. Wiliam Penn wyznaczył siebie na głównego sędziego.

Tym razem tortur nie było, kobiety były traktowane dobrze. Proces nie trwał długo. Penn najpierw zapytał jedną z oskarżonych czy jest czarownicą. Zaprzeczyła. Potem zapytał czy to prawda, że ‟lata na miotle”, nie wiadomo, co odpowiedziała, ale wiadomo, co powiedział sędzia. ‟No cóż, nie znam żadnego przepisu, który by tego zabraniał”. I to był koniec rozprawy! Sąd wydał wyrok: Obie oskarżone zostały uznane za winne, ALE: ‟winne bycia UWAŻANYMI PRZEZ INNYCH za czarownice, a NIEwinne czarostwa” – czyli zgodnie z faktami.

I nigdy więcej nie było w Pensylwanii żadnego procesu o czary. Nikt nikogo nie oskarżał, bo to się nikomu nie opłacało.

I mogło nie być na świecie polowań na czarownice? Mogło. Ale do tego trzeba było mieć serce i mądrość jak Penn.

Czy się różnił Kramer od Penna? Zapewne wszystkim.

Co się dzieje teraz z Kramerem w jego ‟niebie”? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Wiem tylko, że nie chciałabym być w tym samym ‘niebie’, co on.

Co się dzieje z Pennem? Był kwakrem i na pewno jest w swoim niebie. Mam nadzieję, że jest mu tam dobrze.

A co się dzieje z czarownicami? Też nie wiem, ale myślę, że po tym ile wycierpiały, to zasłużyły na odpoczynek. I mam nadzieję, że są teraz w jakimś bardzo miłym i bardzo spokojnym miejscu. I że nikogo już nie spotka nic takiego, co spotkało je.

PS
Jak to z historią zwykle bywa nie ma chyba  ani jednego wydarzenia, co do którego wszyscy historycy mieli by to samo zdanie. Część uważa, że poza Kramerem współautorem traktatu Młot na czarownice, był Jacob Sprenger, część uważa, że ostatnia czarownica Anna Goldi, nie została skazana za czary, ale za trucicielstwo, a część uważa, że ostatni zbiorowy proces czarownic w Polsce w Doruchowie, nie dotyczył 14 kobiet, albo, że nie wiadomo czy na pewno miał miejsce. Ale nikt nie kwestionuje tego, że kobiety przez kilkaset lat umierały od tortur i na stosach. I umierały masowo, bo ktoś wymyślił, że ma prawo je zabijać, bo sam wierzył w czary, albo z jakiegoś powodu nie lubił kobiet. A gdy zostały oskarżone, to już praktycznie nie miały szans. I tym kobietom należy się wspomnienie.

 

Źródła:

  1. Wikipedia
  2. malleusmaleficarum.org
  3. Joseph S. Kennedy artykuł ‟Before Salem” z www.Philly.com

 

Zdjęcia: 

  1. Zdjęcie okładki Malleus Maleficarum oraz zdjęcie Williama Penna – Wikipedia Commons
  2. Zdjęcie Niebo – Pixabay

O programie Magda Walczak

Coach, manager, trener biznesu, pasjonatka rozwoju osobistego i miłośniczka pisania :)

A co Ty o tym myślisz?