Jak w korcu maku

Jak w korcu maku - Fikcja literacka - Magda Walczak BLOG

 

 

Jeszcze jedna ciut mroczna historia 🙂

—-,,—-

Klemens sięgnął po pędzel. Nie rozumiał tych nowomodnych wymysłów – jakieś maszynki do golenia i to nawet nie z ostrzem ale elektryczne!? Świat schodzi na psy. Prawdziwy mężczyzna goli się brzytwą. Tak jak to robił jego ojciec i dziad i tak będzie robił syn. A jak tylko gówniarz spróbuje nie, to on mu z głowy wybije fanaberie. Mężczyzna co nie używa brzytwy, to baba a nie chłop. Tak ojciec mówił i miał racje. I jego ojciec też tak mówił. I ojciec posłuch w domu miał, jak każdy chłop mieć powinien. Matka to ani pisnęła, jak ojciec coś chciał, tak i tak i było. Chłop ma w domu mieć respekt. A żona i dzieciaki mają znać swoje miejsce, a jak nie to skórzany pas wisi w sieni. Jego ojciec też używał i jego ojciec, albo i kija i wyszedł na ludzi. A nie to co teraz, konstytucje jakieś czy prawa dziecka, pierdolenie zwykłe i tyle. Nikt mu nie będzie mówił jak ma bachory chować, a jak kto spróbuje, a takie tu przychodziły z opieki czy coś, to psem poszczuł i więcej nie przyszły. Mores w rodzinie ma być i basta! On tu w końcu chłop jest, a nie jak te pedzie to teraz po ulicach chodzą i nawet w gazetach o nich piszą. A tfu.. na psa urok. Poety jakieś, czy inne zboki. Psem by poszczuł jak by tu takie przyszły. Tak jak ojciec i dziad by zrobił. Oni wiedzieli jak się dzieci chowa i wyszedł na ludzi, no nie?

Przeciągnął kolejny raz brzytwą po policzku. Z brzytwą najchętniej to by się nie rozstawał. W końcu chłop jest, a chłop ma brzytwę.

Przeciągnął ostrzem po skórze ostatni raz i starannie wytarł brzytwę o bawełniany ręcznik. Opłukał policzki i mocno wytarł ręcznikiem. Ze schowka obok pralki wyjął niebieską tubkę. Wycisnął sporo na dłoń i wtarł w policzki. No cóż, tak mniej pieką, ale żona nie musi wiedzieć, że czegoś takiego używa, to i przed nią chowa, bo zaraz by się babie w głowie poprzewracało i też by chciała różne kremy, co to w sklepie na półkach stoją, w takich małych pudełeczka są co to się w nich niewiele mieści, a zapłacić trzeba jak za zboże. A baba ma znać mores, wiedzieć gdzie jej miejsce! To po co ma wiedzieć, że on czegoś takiego używa? On jej na żadne fanaberie nie będzie pozwalał, a on jest gospodarz, to on może. A baba nic nie musi wiedzieć, no to i chowa. Zresztą niech się lepiej garami zajmie, bo i tak za głupia jest na coś innego. Chociaż to i dobrze, że głupia, bo jeszcze by jakie pytania zadawała, na przykład dlaczego miał krew na koszuli ja wrócił z pola czy skąd damska torebka w ich chałupie, ale mądra jest i nie pyta, wie gdzie jej miejsce. Jak ją brał za żonę rok temu, to od razu powiedział jak w domu ma być. On rządzi, a ona ma słuchać. Tylko przytakiwała i dobrze dla niej, bo kto by ją wziął z bachorami. Tylko on był taki dobry. Ale nawet zadowolony z żony był póki co, w domu ugotowane i poprane, a on i tak robił wieczorami co chciał. A teraz musi się rozejrzeć od nowa. Już go świerzbi, już długo nie wytrzyma, to może do miasta przy sobocie pojedzie. Teraz tam takie różne przyjeżdżają, bawić się chcą. Nic nie warte, szmaty! On im pokaże, gdzie ich miejsce. Już tylu pokazał, a i ciągle są nowe. Takie wymalowane, głupie pindy. To co im się wydaje, że takie są ważne, ale on im pokaże. Tak jak pokazał poprzednim. Baby powinny znać swoje miejsce, wywłoki jedne! A jak nie znają to mają za swoje I nikt się nigdy nie domyślił, że to on. Jak chłopy czytały w gazecie pod GS-em, że kolejną znaleźli w rowie, z gardłem poderżniętym brzytwą, to tylko kiwał głową z nimi, że dobrze tak dziwce, pewnie puszczalska była. Porządnych kobiet takie rzeczy nie spotykają. Jego żona wie gdzie jej miejsce i ma szczęście, bo jak nie, to kiedyś mógłby i ją taki los spotkać, co te puszczalskie. A szczególnie to pamięta, taką blondynę. Cycki to prawie na wierzchu nosiła w tej bluzce, bezwstydnica jedna! Ale on nie patrzy na cycki, jego takie wywłoki nie kręcą. A jak chętnie z nim poszła. Wystarczyło kilka miłych słówek i wcale się nie opierała. Dopiero jak zobaczyła brzytwę. Ale wtedy było już za późno. Znaleźli ją następnego dnia w gazetach były nagłówki „Kolejna ofiara golibrody. Policja zaleca ostrożność”. W dupę niech sobie wsadzą ostrożność, on i tak zrobi co zechce. A to było już miesiąc temu. Dłużej nie wytrzyma. Pojedzie do miasta w sobotę. To mus. Żona nie będzie pytać i jej szczęście, bo też by ją przejechał. Czasem miał nawet ochotę to zrobić, ale to za blisko własnego domu, w końcu ludzie zaczęli by gadać, jakby do chałupy nie wróciła. To po co? Jest tyle innych, chętnych, wystarczy coś powiedzieć miłego i pójdą z nim do lasu. I wtedy już nie uciekną. Potem wystarczy wytrzeć brzytwę i poczekać na kolejny raz. Bo zawsze będzie następny raz.

No dobra, trzeba w pole iść do roboty. Jutro pojedzie do miasta i załatwi swoje sprawy. Schylił się, żeby odłożyć krem i zakręciło mu się w głowie, poczuł metaliczny smak w ustach i mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa. Nie mógł złapać tchu i osunął się na zimną podłogę łazienki.


  • Pani Klemensowa , takie nieszczęście! Takie nieszczęście! Taki dobry chłop był, i pan bóg go do siebie zabrał. A dzieciska takie małe. Jak ty ze wszystkim poradzisz? Takie nieszczęście! – zwodziły sąsiadki, podchodząc kolejno do Marii, gdy tylko ostatnia łopata ziemi spadła na sosnową trumnę – Takie nieszczęście!
  • A na poczęstunek do chałupy przyjdziecie?
  • A przyjdziem, przyjdziem. Toż trzeba chłopa godnie pożegnać. Takie nieszczęście! Takie nieszczęście…
  • A jaki robotny był, jaki robotny – przy poczęstunku sąsiadki prześcigały się w obowiązkowych pochwałach zmarłego – A i ona taka gospodarna. Jak w korcu maku się dobrali, jak w korcu maku. Jak ją rok temu brał, to ja już wtedy mówiła, że zadowolony z żony będzie. No i był. A tera takie nieszczęście. A dobry chłop przecież był, nie pił dużo i dzieciaki krótko trzymał. A ona nie ma szczęścia w życiu, oj nie ma. Ten jej poprzedni chłop to się zapił czy coś, bo też  znaleźli go martwego. I brata straciła, coś chyba zawał miał i rodziców, chałupa im się spaliła. I sama jak ten palec na świecie. Sama jedna. I co ona teraz zrobi, bidula? A tak się dobrze dobrali z Klemensem, tak dobrze, jak w korcu maku się dobrali, jak w korcu maku! Ja już dawno to mówiła! Tak do siebie pasowali, że to ze świecą szukać drugich takich. A tera takie nieszczęście, takie nieszczęście. Nowego męża musi znaleźć i oby szybko znalazła, oby szybko.

Maria usiadała na sofie i otworzyła album. Starannie wpięła ostatnie zdjęcie Klemensa, jeszcze z ich ślubu. Nie lubił zdjęć, zostało tylko to jedno. Ale co za różnica, ważne, że jakieś było. Maria lubiła pamiątki, pomagają odświeżyć wspomnienia. A lubiła wspomnienia. Przekręciła stronę albumu: Wacek pierwszy mąż, nie był dobrym mężem, za dużo pił, a kiedyś nawet ją uderzył. Nie powinien był tego robić! A obok w albumie Ignacy, chłopak, który zostawił ją zaraz po maturze. Nie powinien był tego robić. Jego strata, że o tym nie wiedział.  A tu – przekręciła kolejną stronę – Bogdan, jej brat. Nic do niego nie miała dopóki nie odmówił jej spadku po rodzicach. Głupi dureń! Jeżeli ten spadek komuś się należał to właśnie jej! A chciał wszystkiego dla siebie. No to los do niego wrócił, zawsze wraca.

Maria odłożyła album i sięgnęła po drewniane pudełko. Zajrzała do środka, ale nawet nie chciało jej się przejrzeć zawartości. Same papiery. Nic nie warte papiery! Przeczytała je wszystkie wcześniej. Klemens ją rozczarował. Duże pole, nowy traktor, nie taki znowu stary samochód, jak za niego wychodziła to myślała, że to poważny mężczyzna. Mężczyzna, który może zapewnić kobiecie byt. Dopiero teraz się dowiedziała, że to wszystko na kredyt. I wiele tego spadku nie dostanie. Szlag by to trafił! Znowu będzie musiała szukać sobie męża. I to jeszcze musi być taki głupi jak Klemens. A wcale wielu takich nie ma. Niestety ten typ macho odchodzi do lamusa. A szkoda, bo mężczyzna, który uważa, że kobieta to idiotka, to najlepszy mąż! Tak łatwo go oszukać, niczego nie zauważy, choćby położyć mu to na oczach. A jak żona tak jak ona jest mądra, to może robić co chce. I skąd ona weźmie kolejnego idiotę? A będzie musiała zacząć szukać od razu, bo przecież ten głąb prawie nic jej nie zostawił – pokręciła głową patrząc z rozczarowaniem na pudełko.

Między papierami zauważyła niebieską tubkę kremu po goleniu. Wyjęła ją z pudełka i popatrzyła z uśmiechem na etykietkę. Podniosła tubkę z podłogi, jak tylko Klemens upadł. Jeszcze widział co ona robi, próbował coś powiedzieć, ale z gardła wydobył mu się tylko charkot. Spokojnie zabrała wtedy krem i schowała do pudełka. Nie lubiła nic wyrzucać. Taką oszczędność wyniosła z domu. Jej rodzice tak robili, to i ona też. Bo niczego nie należy wyrzucać. Przecież nigdy nie wiadomo co się jeszcze przyda, a arszenik jest drogi, no i nie łatwo go kupić, tak żeby nikt nie zadawał pytań. A i dobrze się wchłania przez skórę, nie ma zapachu, nikt się nigdy nie domyślił. Próbowała już różnych rzeczy, ale arszenik jest najlepszy, a w kremie działa doskonale. Za każdym razem. Włożyła tubkę do pudełka, zamknęła wieko. Pewnie kiedyś jeszcze się przyda – pomyślała – nie warto wyrzucać.

 

 

O programie Magda Walczak

Coach, manager, trener biznesu, pasjonatka rozwoju osobistego i miłośniczka pisania :)

A co Ty o tym myślisz?