Inne oblicze kłamstwa

Inne oblicze kłamstwa - Magda Walczak BLOG, MagdaWalczak.pl

Szlachetne kłamstwo

 

W poprzednim artykule, pisałam o tym czy naprawdę istnieją malutkie, nieistotne i nieszkodliwe kłamstwa. Pomyślałam przy tym, że jest jeszcze jedna strona kłamstwa, którą warto poruszyć tzw. szlachetne kłamstwo.

Bo to nie jest już takie proste. Tu chodzi o nie mówienie prawdy „dla dobra innych”, a przynajmniej tak jest to przedstawiane.

 

Prawda czy lepiej fałsz

 

Czasem rzeczywiście mamy dylemat – lepiej powiedzieć prawdę czy niekoniecznie. Bo gdybym miała komuś powiedzieć, że jest terminalnie chory to nie wiem co bym zrobiła. Gdybym ja sama była w takiej sytuacji, to wolałabym, aby powiedziano mi prawdę, bo zawsze uważałam i uważam, że lepiej zmierzyć się z najgorszą prawdą niż żyć w iluzji. Ale to ja. Niekoniecznie każdemu takie rozwiązanie by odpowiadało. Niektórzy może woleliby nie wiedzieć. I dlatego może nie każdemu mówienie prawdy by pomogło. Śmiertelna choroba nie jest ostatecznym faktem, jest jedynie pewnym prawdopodobieństwem. A z prawdopodobieństwami wiadomo jak bywa – coś wydarzy się albo nie.

I jeśli ktoś się załamie po takiej informacji, to prawdopodobieństwo, że sytuacja skończy się jednak nie najlepiej, rośnie, bo organizm straci siłę do walki. Z drugiej strony, jeśli ktoś w sytuacji kryzysowej reaguje wolą walki, a nie poddaniem, to dostanie dodatkową motywację do działania, której może nie byłoby gdyby nie wiedział, że to co się dzieje jest rzeczywiście poważne. Nie wiadomo. Także czasem takie decyzje: powiedzieć czy nie, nie są łatwe i zależą przede wszystkim od podejścia drugiej osoby i od tego na ile dobrze ją znamy. A że nigdy nie będziemy wiedzieli na pewno na ile, to nie do końca będziemy w stanie ocenić efekt tego co powiemy.

 

Mówić czy nie?

 

Inny przypadek kłamstwa, z którym nie wiadomo co zrobić, a z którym czasem spotykamy się w życiu, to zdrada. Powiedzieć przyjaciółce, że wiemy na temat jej partnera o czymś co jej dotyczy, a o czym możliwe, że ona jeszcze nie wie? To zawsze jest dylemat. Lepiej żeby wiedziała czy lepiej nie? Bo nie każdy woli wiedzieć. A ona? Tego też zapewne nigdy nie wiemy do końca. I zawsze ryzykujemy. Że jeśli nie powiemy, a jednak się dowie, że wiedziałyśmy, to stracimy przyjaciółkę, która straci do nas zaufanie. Jeśli powiemy – to może okazać się, że wolałaby nie wiedzieć. I efekt może być również przykry zarówno dla niej, jak i dla nas. Ona będzie cierpieć, a my stracimy przyjaciółkę, bo nikt nie lubi ludzi, którzy przynoszą złe wieści. Wiem, że ja osobiście wolałabym wiedzieć, niż żyć w pozorach, ale czy ona by też tak wolała? Nie jest łatwo w takiej sytuacji zdecydować co należy zrobić.

Ale dopóki intencje mamy naprawdę dobrą, taką, że chcemy jak najlepiej zadbać o bliską nam osobę, a nie ugrać coś dla siebie czy przeciwko komuś, to cokolwiek zrobimy efekty nie mogą być zupełnie złe. I może to jest klucz do właściwej decyzji – szczere intencje, bo w praktyce życia okazuje się, że intencje dla efektów mają ogromne znaczenie.

 

Prawda a opinia

 

Jest też rodzaj „mówienia prawdy”, który pozornie szlachetny, wiele dobrego nie wnosi. To wtedy gdy chętnie dzielimy się nieproszeni i niezrażeni protestami, naszymi opiniami i zdaniem na temat, które nie są niczym więcej niż tylko naszymi prywatnymi subiektywnymi poglądami wygłaszanymi pod hasłem „szczerości”.

„Brzydko wyglądasz”, „twój mąż jest głupi”, „jemu na tobie nie zależy”, „twoje dzieci nie doceniają tego co robisz”, „twój mąż na pewno cię zdradza” itp. Itd.  I dzielimy się taką „wiedzą” pod hasłem: „tylko mówię prawdę!”. Tyle, że własna opinia nie jest prawdą. Jest jedynie opinią i bez względu na to jak bardzo wydaje nam się słuszna. I warto to odróżniać, bo nie ma nic dobrego w mówieniu jedynie słusznej naszej prawdy, o którą nikt nas nie prosi. To nie jest szczerość, tylko arogancja – przekonanie, że świat się kończy na tym co my widzimy i uważamy. Ale ten świat ma znacznie więcej aspektów, o których nie wiemy i dlatego nie jesteśmy w naszych ocenach nieomylni. I czasem lepiej zostawić własną „prawdę” dla siebie.

 

„Zawodowe” kłamstwa

 

Jest jeszcze przykład kłamstw „zawodowych” dla „wyższego dobra”, które z wyższym dobrem nie mają nic wspólnego, a które pod takim hasłem są wygłaszane.

Politycy – pierwsze skojarzenie jakie przy tej okazji mam. Powiem cokolwiek, niekoniecznie zgodnego z faktami, bo tak mi wygodnie i dorobię do tego uzasadnienie, że to co mówię i robię, to dla wyższego dobra. Cóż brudne śmieci zawinięte w ładny papierek nie staną się cukierkiem. Nadal są FUJ!

Dalej adwokaci – mam na myśli tych działających nawet zupełnie oficjalnie pod hasłem – powiem cokolwiek co uwolni mojego klienta, nawet jeśli jego wina jest bezsporna i nawet jeśli wiem, że to zrobił, ale przecież „każdy ma prawo do obrony” (to cytat z mojej dawnej znajomej).

Tyle, że kłamstwa „dla wyższego dobra”, kłamstwem być nie przestają.

Swoją drogą chyba nie mogłabym być ani politykiem ani adwokatem – mam wrażenie, że takie praktyki są wpisane w ten zawód.

 

Szczerze szlachetne kłamstwa

 

Są jeszcze inne „szlachetne kłamstwa” pod płaszczykiem troski o drugą osobę – zdradzający mąż zaprzecza, że ma kochankę. Kłamie oczywiście, aby „nie skrzywdzić żony”. Zdrada jej jakoś nie krzywdzi, a wiedza o niej już by mogła. To w takim razie to szlachetność i troska, czy raczej brak chęci do dzielenia wspólnego majątku, które mogło by nastąpić jeśli żona się dowie i jej się to nie spodoba? W takim przekonaniu kłamstwo dopóki nie wyjdzie na jaw nie ma znaczenia. To faktycznie szlachetne pobudki czy jedynie dbanie o własny interes?

I jeszcze jest mówienie nieprawdy z rzeczywiście szlachetnych pobudek. „On bardzo cię chwali” – mówimy komuś, kogo chcemy podnieść na duchu, mimo, że wiemy, że tak naprawdę mówiono o nim coś wręcz przeciwnego. „On/ona cię lubi” – mówimy, mimo, że dobrze wiemy, że naprawdę to nie znosi. „Szef cię docenia”, mimo, że absolutnie nie i dobrze o tym wiemy Itp.

Czy to pomaga gdy ktoś nas tak okłamie? Czasem tak. Zaczynamy być nastawieni do świata ciut lepiej, a to może ciut poprawić nasze relacje. Tyle, że kłopot jest, gdy okaże się, że to było kłamstwo. Wtedy tracimy zaufanie do osoby (zwykle bliskiej), która nam w najlepszych intencjach skłamała i przestajemy jej wierzyć w cokolwiek dalej mówi. Opłaca się? Nie wiem.

 

Intencje

 

To czy warto zawsze mówić prawdę? Cóż, myślę, że to zależy od intencji. Dobre intencje zwykle przynoszą dobre rezultaty. Czasem oczywiście nie przynoszą, ale w większości działań zawsze ponosimy jakieś ryzyko. Tyle, że człowiek ma wielką zdolność racjonalizacji (tzw. Redukcji dysonansu poznawczego, o którym więcej możesz przeczytać TU) i jest sobie w stanie wmówić wiele z tego co dla niego jest wygodne na temat własnych intencji też. Ale jeśli rzeczywiście postara się być szczery wobec siebie, to będzie szczerze wiedział jakie ma intencje. Bo ostatecznie efekty tworzone są zawsze przez intencje właśnie.

A ty co o tym myślisz?

 

Inne oblicze kłamstwa - Magda Walczak BLOG - MagdaWalczak.pl

O programie Magda Walczak

Coach, manager, trener biznesu, pasjonatka rozwoju osobistego i miłośniczka pisania :)

A co Ty o tym myślisz?